wtorek, 17 czerwca 2014

Agent 007 i stare dobre sposoby

Teraz czas wrócić na posterunek i przekonać się, kto jest odpowiedzialny za moją niedolę. To oczywiste, że to nie obiekt M. wpadł na tak szatański plan. O nie! Wyczuwam tutaj długie palce wrogiej agentury - i mam wrażenie, że wiem, kto za tym wszystkim stoi... Obiekt M. jest tylko bezwolnym przedmiotem manipulacji, martwię się jak sobie radzi bez mojej nieustannej opieki. Przypuszczam, że nienajlepiej.


Ale najpierw musiałem wysłać do zwierzchnictwa, niewątpliwie zaniepokojonego moim przedłużającym się milczeniem, informację o wznowieniu misji. Nie powstrzymał mnie brak dostępu do internetu i innych nowoczesnych środków komunikacji - moje szkolenie obejmuje także mądrości innych kultur, niesłusznie nazywanych prymitywnymi. Wulkan Aso idealnie nadał się do wysłania znaków dymnych i nawet nie musiałem pocierać patykiem o patyk, także nie narzekam.



Agent 007 i chwila wytchnienia

Po tych wszystkich przeprawach nikt chyba nie może mieć mi za złe, że potrzebowałem chwili wytchnienia... ani, że znalazłem ją w ramionach pięknej kobiety.

Co prawda ulotna chwila przyjemności nie była tania, ale nie narzekam.



Agent 00F i zbyt późna konstatacja

Teraz już wiem, że fakt, iż mój statek do złudzenia przypominał Titanica powinien mnie zaalarmować. To i  może te wysokie fale, kiedy wychodziliśmy z portu...




Agent 00F i błędne koło

Ale po kolei...

Po niefortunnym (coraz bardziej skłaniam się ku myśli, że sztucznie wywołanym) udarze słonecznym poruszyłem niebo i ziemię aby odnaleźć obiekt M. w gąszczach tropikalnej puszczy. Pomykając niczym ścigacz Luka Skywalkera (mój idol) przemierzałem góry i doliny, rzeki i wąwozy, gąszcze i pustkowia, a wszystko daremnie.



Udało mi się co prawda nawiązać kilka ciekawych znaj... kontaktów służbowych, więc czasu tego nie mogę tak do końca uznać za stracony. Niemniej, nad moją misją zbierały się czarne chmury (przeciwności losy zawsze budziły we mnie poetę).




Szczęście odwróciło się ode mnie. Czasami udawało mi się trafić na ślady obozowiska, jeszcze ciepłe, ale zawsze o moment za późno...


Nawet próby uprzedzenia ruchów przeciwnika i zaczajenia się w miejscu, którego nie mogli ominąć (obiekt M. miałby pogardzić onsenem dla stópek?!) spełzły na niczym.



Wreszcie zrozumiałem, że dałem się oszukać. Obiektu M. i wrogiego agenta dawno już nie ma na tropikalnej wyspie!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Agent 00F i rozbitek blues

Takie drobnostki jak porzucenie na bezludziu, tropikalna gorączka, sztorm, zderzenie z górą lodową na Pacyfiku oraz tygodnie dryfowania na frisbee nie są w stanie powstrzymać zawodowca! Po trzech miesiącach niebezpiecznych przygód udało mi się wyrwać z tropików spowrotem do cywilizacji. 



Na szczęście dzięki mojej ekspraordynaryjnej odporności psychicznej (robiło się te testy przed przystępieniem do służby) szybko wracam do normy - po tym traumatycznym przeżyciu pozostała mi tylko całkiem zrozumiała niechęć do jeżowców. Ale mój przyjaciel Frisbee i ja mieliśmy już swoją zemstę... więc nie narzekam.


sobota, 22 marca 2014

Agent 00F i ciężar rzeczywistości

Ciężko mi w to uwierzyć, ale musiałem stracić przytomność. A już na pewno czujność, skoro tak się dałem podejść tropikalnemu upałowi. Obym tylko nie dostał piegów na futrze od tego słońca...
Tak czy inaczej - choć ciężko mi się przyznać - zgubiłem ich. Zastanawiam się, czy ten upał to tak całkiem przypadkiem. Biorąc pod uwagę ile czasu obiekt M. spędza w świątyniach kami mogły być zamieszane w tę sprawę. Nikomu już nie można ufać!
Tylko gdzie oni teraz są? Gdzie oni są!? Chyba muszę skorzystać z usług lokalnego specjalisty od tropienia...


Wow! To było szybkie. Najwyraźniej udali się w góry - przynajmniej droga jest wyraźnie zaznaczona. Czas wyruszyć w pościg!


Agent 00F i podstępy tropików

Dzień drugi. Jest dobrze, obiekt M. i wrogi agent wciąż nie zorientowali się, że są śledzeni. Dalej nie jestem pewien o co chodzi, ale gdybym nie był zaciętym przeciwnikiem hazardu postawiłbym moje pieniądze na przemyt narkotyków. Oba obserwowane obiekty zachowują się trochę jak na haju. Niemniej, konieczność nieustannego kamuflażu ma też swoje dobre strony. Zawsze lubiłem zapach mandarynek. A tutaj jest taki intensywny, zupełnie co innego niż w kraju!


Wyjątkowo intensywny. Aż kręci się w głowie...


Coraz bardziej i bardziej... i obraz zaczyna mi się lekko zamazywać... czyżby...